Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka. Po głowie ciągle chodziły mi słowa Naomi, wypowiedziane zeszłej nocy. Po prostu leżałam na łóżku i czekałam na zbawienie, które nie miało zamiaru nadejść. Zdążyłam sprawdzić wszystkie okna i drzwi, które jak można było się domyśleć były zamknięte na klucz. Pozostała mi tylko nadzieja. Wierzyłam, że może nie teraz, ale za dzień, może tydzień, moi rodzice staną w drzwiach z ekipą detektywistyczną i znowu będzie jak dawniej. Co ja mówię? Przecież ja nie chcę żeby było jak dawniej. Chociaż w sumie ja sama nie wiem czego chcę, nigdy nie wiedziałam. Od zawsze potrzebowałam kogoś kto mógłby kierować moim życiem bo sama nie jestem do tego zdolna. Udowadniam to na każdym kroku. Zamiast walczyć, szukać rozwiązania siedzę i wpatruję się w ścianę.
Krąg moich rozmyśleń przerwały czyjeś głosy, a raczej krzyki, dochodzące zza drzwi.
- Zayn, co ty masz zamiar z nią zrobić?- Naomi? - Trzeba było ją zabić, gdy była odpowiedni moment.- A już myślałam, że zaczynamy się zaprzyjaźniać.
- Nie twój interes.- rzucił obojętnie chłopak
- Dopóki to ja zmieniam jej opatrunek, to właśnie mój interes! Chyba, że zrobisz to sam? Ale wątpię czy po wydarzeniach z zeszłej nocy pozwoli cię się dotknąć.- Opatrunek? Oni tu idą. Muszę udawać,że śpię, ale przecież jestem strasznie kiepską aktorką!
- Podsłuchiwałaś? - burknął chłopak
-Nie musiałam, rozmawiałam z Killer'em. Opowiedział mi co wyprawiałeś. Powinieneś zapisać się na kurs kontrolowania agresji.
-Jakoś nigdy wcześniej nie narzekałaś na moją agresję.- zaśmiał się, a ja usłyszałam dźwięk przekręcającej się klamki.- Nie zapalaj światła. Obudzisz ją.- skarcił blondynkę.
- Nie zmienię opatrunku, gdy nic nie będę widziała.- warknęła
- Więc się lepiej postaraj.
Liczyłam, że właśnie teraz uda mi się dowiedzieć czegoś więcej... ale na próżno. Od kiedy Naomi zaczęła ściągać bandaże panowała kompletna cisza.
-Chyba nie masz zamiaru trzymać jej tu w nieskończoność.- westchnęła blondynka, zaklejając opatrunek.
Nie odpowiedział. Po prostu wyszedł.
- Kiepska z ciebie aktorka.- zaśmiała się dziewczyna. Zorientowała się. Lekko otworzyłam oczy upewniając się, że Zayn wyszedł.
- Wiem.-mruknęłam pod nosem. - Jak bardzo źle to wygląda?- przeniosłam wzrok na mój brzuch.
- Jeśli chodzi o ranę zewnętrzną to szybko się goi, ale obawiam się, że możesz mieć urazy wewnętrzne. Niestety nie mogę tego stwierdzić na tym etapie.- mówiła zupełnie jak lekarz - Za jakąś godzinę.- spojrzała na swój mały zegarek na nadgarstku - Dostaniesz pierwszy posiłek po wypadku, zobaczymy jak zareaguje twój organizm. Póki co nie ma powodów do zmartwień.
-Dziękuję.- westchnęłam zrezygnowana.
- Nie dziękuj, nie robię tego dla ciebie. Mi też nie jest na rękę fakt, że się tu znajdujesz.- Auć.
Oczekiwałam odpowiedzi w stylu: " Nie ma za co" lub " Nie ma o czym mówić", ale na pewno nie tego.
- Studiujesz medycynę?- spytałam, przyglądając się blondynce.
- Studiowałam. - odparła
-Już skończyłaś? Nie wyglądasz na..
- Nie skończyłam. - szybko mi przerwała. - Jak mówiłam za godzinę dostaniesz jedzenie. Od kilku dni nie miałaś nic w ustach. Nie czujesz głodu? Pragnienia? Czegokolwiek? - zmarszczyła czoło.
- Nic... nie czuję nic oprócz bólu. - nawet nie myślałam, że zabrzmi to tak żałośnie. - Gdyby nie ta głupia rana już dawno by mnie tu nie było! - dodałam
- Nie wątpię.- blondynka zaśmiała się pod nosem.
- Nie chcę tu być. - westchnęłam. Naomi jednak nie odpowiedziała. Spakowała opatrunki, po czym zostawiła mnie samą. Znowu.
Zamknęłam oczy,, gdy ból zaczął się nasilać. Moje żebra! Starałam się podnieść i usiąść na łóżku, jednak dźwięk przekręcającego się klucza spowodowałam, że z powrotem upadłam na łóżko. Auć! O mało nie dostałam zawału, gdy to pokoju wszedł słynny Killer. Ten sam, który najpierw mnie skopał, a potem dostał w twarz od tego psychola Malika. Ostrożnie podciągnęłam kołdrę do góry, zakrywając połowę twarzy. Bez słowa podszedł do łóżka, ciągnąc za sobą drewniane krzesło, na którym po chwili usiadł. Dopiero teraz zauważyłam ogromnego siniaka na jego policzku. Pamiątka po wczorajszym. Mimo wszystko najbardziej rzucającą się rzeczą w jego wyglądzie były oczy. Szmaragdy, które idealnie kontrastowały z ciemną cerą.
- Dlaczego? - zmierzył mnie wzrokiem. -Dlaczego stanęłaś w mojej obronie, po tym jak skopałem ci tyłek, tak, że ledwo możesz chodzić?
- Nie jest tak źle. - westchnęłam, na co odpowiedział mi nerwowym śmiechem. Miałam wrażenie, że mogę mu zaufać.
-Uważaj na siebie. - dodał, a już po chwili wyszedł z pokoju, zostawiając otwarte drzwi. Moment. To jest moja szansa by się stąd wydostać! Powoli podniosłam się łóżka, przyciskając opatrunek. Chwilę mi zajęło zanim podeszłam do drzwi. Powoli przesunęłam wielką, białą płytę i rozejrzałam się czy aby na pewno nikogo nie ma. Droga wolna. Wypełzałam się z pokoju, bo chodzeniem nie można tego nazwać. Próbowałam przypomnieć sobie drogę jaką pokonywałam wczorajszej nocy wraz z Naomi. Najtrudniej było pokonać schody. Z moją raną, która ciągle dawała o sobie znać musiałam uważać by nie narobić hałasu. Nikogo nie ma! Pusto! Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Przemierzałam ogromny salon, dążąc do swojego celu jakim w tym momencie były drzwi wyjściowe. To wszystko wydawało się zbyt proste. Pociągnęłam z klamkę, a moim oczom ukazał się wysoki blondyn ubrany w garnitur. Agh!
- Cześć? - zaśmiał się, powoli wchodząc do środka.
- Ja właśnie... wychodziłam. -odparłam, ciągle trzymając klamkę
- Bez butów? - zaśmiał się, a ja momentalnie spojrzałam na moje nagie stopy. Świetnie!
-Jak się nazywasz?- zmierzył mnie wzrokiem, a mi zawirowało w głowie. Ból zaczął się nasilać, a ja straciłam panowanie nad moim ciałem.
- Spokojnie... - chłopak złapał mnie w ostatnim momencie - Wszystko w porządku? Musisz się położyć. - blondyn pomógł mi dotrzeć do ogromnej, czarnej kanapy, stojącej na środku pomieszczenia.
- Nic mi nie jest. - skłamałam. - Chcę już wrócić do domu. - dodałam, przez zaciśnięte zęby.
- Masz mdłości? Zawroty głowy? Bóle brzucha? - chłopak zasypywał mnie pytaniami.
- To z przemęczenia. - odparłam spokojnie, powoli się odsuwając.
- Nie żartuj sobie. - podciągnął skrawek mojej koszuli, ukazując zabandażowane żebra. - Myślisz, że jestem ślepy? Twoja koszulka jest poplamiona krwią, trzeba zmienić opatrunek.
- Chcę wrócić do domu, proszę. - spojrzałam na blondyna, który całkowicie mnie zignorował i zaczął otwierać wszystkie szafki. - Pomóż mi!
- Pomagam. - odparł, wracając z małą apteczką. Ukucnął obok mnie i znowu załapał za moją koszulę, a ja momentalnie odsunęłam jego dłoń.
- Słońce, daruj sobie. - skarciła mnie wzrokiem i odsunął moją rękę. Był o wiele bardziej delikatny niż Naomi. Zamknęłam oczy, gdy ściągnął ostatnią warstwę opatrunku. - Kiedy ostatnio jadłaś?
- Nie wiem. - westchnęłam. Prawda jest taka, że nie pamiętam. Szybko zgubiłam rachubę czasu, powoli pogrążając się w melancholii i, zapominając o całym świecie. - Kim jesteś? - spojrzałam na chłopaka. Był przystojny, dobrze ubrany.
- Jestem Matt. Tyle powinno ci wystarczyć. - rzucił szorstko. - Będzie lepiej jak wrócisz do pokoju. - dramatycznie zamknął apteczkę.
- Już mówiłam. Chcę wrócić do domu. - Dlaczego nikt nie chce tego zrozumieć?!
- Myślisz, że ktoś cię stąd wypuści - zaśmiał się.
Już miałam ochotę podnieść się z kanapy i rzucić się w kierunku drzwi, gdy do pomieszczenia wszedł Zayn, który również ubrany był w garnitur. Co tu się dzieje? Uśmiech z jego twarzy momentalnie zszedł, gdy mnie zobaczył, jednak szybko skupił swój wzrok na blondynie, który o dziwo także stracił humor.
- Co ona tu robi? - rzucił zdenerwowany Zayn.
- Chcę wrócić do domu. - odparłam, a już po chwili ugryzłam się w język. Po co to w ogóle mówiłam? Idiotka.
- To niemożliwe. - odparł zamyślony brunet. - Wszystko gotowe, Matt? - zwrócił się do blondyna.
- Tak, możemy jechać. Pójdę po broń. - odłożył apteczkę na szklany stolik - Do zobaczenia mała.- mrugnął do mnie.
- Wracaj na górę. - rozkazał Malik, nawet na mnie nie patrząc. Chyba sobie żartuje. Nic nie odpowiedziałam. - Nie słyszałaś co powiedziałem? Wracaj na górę! Sama pójdziesz czy mam cię zanieść?! - krzyknął. Zanim zdążyłam otworzyć usta, chłopak podszedł do mnie i ... przełożył przez ramię, po czym ruszył w całkiem innym kierunku niż mój pokój.
- Puść mnie!- krzyczałam, uderzając pięściami w jego plecy.
- Jeszcze raz mnie uderzysz, a ci oddam! - syknął, a ja momentalnie się zamknęłam. Mijaliśmy ciemne korytarze, a mnie przeszedł dreszcz. Dziwne, ale chcę wrócić do tamtego pokoju! Błagam!