Obudziły mnie promienie słońce, które wkradały się przez ogromne, panoramiczne okno. Wczorajszą noc pamiętałam jak za mgłą, ale ból, który odczuwałam nie pozwalał mi o niej zapomnieć. Nie miałam nawet siły podnieść się i zobaczyć gdzie się obecnie znajduje. Wszystko wydawało się być iluzją, jakby to co wydarzyło się wczoraj nigdy nie miało miejsca. Leżałam na jakimś ogromnym i muszę przyznać strasznie niewygodnym łóżku w niewielkim, lecz idealnie zaopatrzonym pokoiku. Wszystkie ściany były białe, gdzieniegdzie rzucały się w oczy czarne lub szare akcenty. Cały wystrój pomieszczenia był surowy, być może przez ten porządek, który tu panował. Spodziewałam się starej, podrapanej piwnicy... Wszystko wyglądało tak idealnie. Na przeciwko łóżka widniały białe drzwi, a zaraz obok stało ogromne lustro, które prawdopodobnie przeznaczone było bardziej dla ozdoby niż do użytku. Gdy odwróciłam głowę od panoramicznego okna, które zajmowało całą jedną ścianę, zauważyłam wielką rozsuwaną szafę, koło łóżka znajdowały dwie szafki nocne po obu stronach, na których stały małe czarne lampki. Nie czułam się tutaj mniej obco niż w moim własnym domu. A może właśnie w nim jestem? Dawno mnie przecież nie było, może znajduję się w jednym z pokoi. A co jeśli wczorajszej nocy ktoś usłyszał mój krzyk i przybył z odsieczą? To są tylko moje insynuacje, ale jak bardzo chciałabym żeby okazały się prawdziwe. Spuściłam wzrok na moje żebra. Dopiero teraz zorientowałam się, że mam założony opatrunek, a moja sukienka... została przecięta na pół. Nie wyglądało to za dobrze. Zacisnęłam mocno powieki i spróbowałam się podnieść z łóżka. W sumie to nawet już tak nie bolało. Nie, jednak boli. Strasznie boli! Przetarłam oczy i ruszyłam w stronę okna. Już byłam w połowie drogi, gdy usłyszałam czyjeś głosy, które z każdą sekundą stawały się coraz głośniejsze. Ustałam na środku pokoju i po chwili zawahania wróciłam z powrotem na swoje miejsce. Głosy nagle umilkły... a już po chwili klamka u drzwi zaczęła się przekręcać. Chciałam zamknąć oczy i udawać, że śpię, ale było za późno. Do pokoju wszedł brunet, którego miałam "przyjemność" poznać wczoraj w nocy oraz blondynka, która wyglądała nieprzyzwoicie dobrze.
Bez słowa podeszli do łóżka, na którym leżałam. Nawet na mnie nie spojrzeli, przyglądali się mojej ranie.
Miałam rację. Był przystojny. Teraz, w świetle dziennym wiem to na pewno. Miał ciemną karnację, wielkie hipnotyzujące, czekoladowe oczy i czarne, podburzone we wszystkie strony włosy. Ubrany był w białą koszulkę z jakimś kolorowym nadrukiem i spodnie tego samego koloru.Jak ja mogę myśleć o tym w takiej chwili?!
-Co o tym sądzisz?- zwrócił się do dziewczyny, a mnie przeszedł dreszcz, gdy usłyszałam jego silny, męski głos. - Dlaczego wczoraj pluła krwią?
-Odzyskała przytomność, to dobrze wróży .- odparła skupiona blondynka. Wyglądała jak dziewczyny z tych modowych szmatławców. Miała na sobie krótką, granatową sukienkę, która idealnie podkreślała kolor jej błękitnych oczu. Jej blond włosy delikatnie opadały falami na jej ramiona, wyglądała jakby dopiero co urwała się z sesji zdjęciowej.
Przybliżyła dłoń do opatrunku, na co instynktownie odpowiedziałam odepchnięciem jej ręki od swojego ciała. Blondynka skarciła mnie wzrokiem.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobię.- westchnęła i kontynuowała ściąganie bandaża. Czułam się strasznie niekomfortowo, gdy poczułam uderzenie chłodnego powietrza na moim dopiero co odkrytym ciele. Nie mogłam zobaczyć jak wyglądają moje żebra, ale po skwaszonej minie blondynki można wywnioskować, że nie najlepiej. Ona chociaż wyrażała jakieś emocje, bo chłopak nie okazywał ich wcale. Po prostu stał i śledził każdy ruch dziewczyny.
- Trzeba zmienić opatrunek.- odparła zniesmaczona.
- Zrób to.- westchnął znudzony chłopak, po czym skierował się w stronę drzwi. Nawet nie raczył wyjaśnić jakie są jego zamiary wobec mnie.
-Nie jestem twoją służącą Zayn.- rzuciła podirytowana blondynka.
Zayn, więc tak ma na imię. Kim jesteś Zayn i czego ode mnie chcesz? Dlaczego jestem taka spokojna?
- Ja mam na ten temat inne zdanie.- chłopak odwrócił się w stronę dziewczyny i puścił do niej oczko, po czym bez żadnych skrupułów wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Blondynka nachyliła się do jednej z szafek nocnych i wyciągnęła malutką, czerwoną apteczkę. Bez słowa zaczęła zakładać opatrunek. Nie należała do najdelikatniejszych osób. Auć.
-Gdzie ja jestem?- spytałam przez zaciśnięte zęby, podczas gdy blondynka psikała moją ranę jakimś sprejem. Dziewczyna jednak nie odpowiedziała. Myślałam, że nie usłyszała, dlatego ponowiłam pytanie, ale znowu nie uzyskałam odpowiedzi. Blondynka ewidentnie mnie ignorowała. W milczeniu dokończyła swoją "pracę".
Ponownie nachyliła się do szafki nocnej by schować apteczkę. Gdy wstała, zauważyłam, że trzyma w rękach jakiś czarny materiał, który odłożyła na brzeg łóżka.
-Dasz radę sama wstać?- spytała, przyglądając mi się. No proszę, teraz to potrafi gadać. Powoli zsunęłam się z łóżka, choć w środki skręcałam się z bólu próbowałam tego nie okazywać.
- Tam jest łazienka.- wskazała na białe drzwi, których wcześniej nie udało mi się zobaczyć.- Poczekam tu na ciebie.- usiadła na łóżku z wielką gracją, a ja posłałam jej pytające spojrzenie.
Nie miałam ochoty wykonywać jej poleceń, ale o niczym nie marzyłam jak o wzięciu zimnego prysznica.
Powoli dowlekłam się o drzwi, które gdy tylko weszłam do środka zakluczyłam. Łazienka była rozmiarów mojego pokoju z akademiku. I tutaj dominowały biel i czerń. Na wyposażenie składał się : ogromny prysznic, który bez problemu pomieścił by 6 osób, biała umywalka oraz toaleta. Wszystko wyglądało jakby było przygotowane specjalnie dla mnie. Nawet szczoteczka leżąca w białym kubeczku była jeszcze zapakowana. Jedną ze ścian zastępowało ogromne lustro. Nie podobało mi się odbicie, które w nim zobaczyłam. Wyglądałam jakbym została potrącona przez 10 samochodów, a na koniec tego wpadła do rzeki. Moje włosy jeszcze nigdy nie wyglądały tak źle. Sukienka, którą na sobie miałam, a raczej to co z niej zostało, sprawiało, że wyglądałam jak z cyrku.
Zrezygnowana podeszłam do umywalki i rozpieczętowałam szczoteczkę, na którą po chwili nałożyłam pastę. Ciągle mam nadzieję, że to wszystko mi się po prostu śni, że zaraz się obudzę w swoim łóżku w akademiku. Najbardziej irytowała mnie fakt, że nie wiem gdzie jestem i co ja tu robię.
Gdy skończyłam myć zęby, obmyłam twarz, rozpuściłam włosy i już miałam ochotę wejść pod prysznic gdy przypomniałam sobie o opatrunku. Nie po to ta blondzia marnowała swój czas, żebym teraz tak beztrosko zamoczyła jej dzieło. Pozbyłam się resztek mojej sukienki, po czym powoli weszłam pod prysznic. Puściłam zimny strumień wody, który pobudził moje ciało to życia. Trzymając słuchawkę przy ciele, starałam się nie pomoczyć bandaży i muszę przyznać, że udało mi się.
Owinęłam się ręcznikiem wiszącym na wieszaku, po czym wyrzuciłam resztki mojej sukienki do kosza. Gdyby moja mama to widziała...no właśnie. Czym ja się martwię? Prędzej czy później moi rodzice zorientują się, że zniknęłam i zgłoszą to na policję.
- Utopiłaś się tam?- usłyszałam głos blondynki, który przesiąknięty był sarkazmem i jadem.
Przewróciłam oczami i wyszłam z łazienki.
Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem.
-Masz.- rzuciła we mnie czarnym materiałem. -Załóż to na siebie.
Bez słowa, wróciłam do łazienki. Wsunęłam na siebie czarny t-shirt, który był na mnie o wiele za duży oraz spodnie tego samego koloru, które na szczęście idealnie na mnie pasowały.
Sobie założyła sukienkę, a mi wcisnęła za dużą bluzkę. Pff.
-Już. -rzuciłam wychodząc z łazienki.
-Jak się czujesz?- To chyba najgłupsze pytanie jakie można zadać osobie, znajdującej się w mojej sytuacji.
- A jak mam się czuć?- wyrzuciłam dłonie w powietrze, w geście kompletnej rezygnacji - Ciągle czuję smak mojej własnej krwi w ustach, wszystko mnie boli, wyglądam jak jakieś monstrum, zostałam porwana przez... nawet nie wiem kogo i nie wiem gdzie jestem, ani dlaczego?! Jeśli to jakiś głupi żart to niech się skończy- krzyknęłam, czułam, że wyrzuciłam z siebie prawie wszystkie emocje, które buzowały w moim ciele- I co, myślisz, że jak się czuję? - spojrzałam na blondynkę, która ze stoickim spokojem wpatrywała się we mnie jak w wariatkę.
-Dobrze.- mruknęła podirytowana.- Na serio chcesz wiedzieć gdzie jesteś?-pewnym krokiem podeszła w moją stronę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zaczynam się jej bać. Wbiła we mnie ten swój mrożący wzrok. Nie jestem już taka pewna czy chce znać odpowiedź.
-Witaj w piekle Jessie.- wycedziła, a mnie zamurowało.- Wyobraź sobie najgorsze miejsce na całej planecie i wiesz co? To miejsce jest dwa razy gorsze.- z każdym jej kolejnym słowem robiło mi się coraz gorzej. Jeżeli chciała mnie nastraszyć to zdecydowanie jej się to udało. Blondynka - 1,Jessie - 0. Bałam się, że za chwilę powie coś więcej, ale na moje szczęście rozległ się dźwięk dzwonka. Nawet nie zwróciłam uwagi, że na jednej z szafek nocnych stoi biały, stacjonarny telefon, który kompletnie nie pasował do nowoczesnego wyposażenia.
-Tak?-rzuciła chłodno blondynka do słuchawki, a ja odetchnęłam z ulgą.- Już się robi.- na jej twarzy pojawił przebiegły uśmieszek, to nie wróży nic dobrego.
Powoli odłożyła słuchawkę na swoje miejsce.
-Czas zacząć zabawę.- zaśmiała się, klaskając w dłonie. Nie mam kompletnego pojęcia o co jej chodzi.
Podeszła do drzwi, ale zaraz się zatrzymała.
-Potrzebujesz jakiegoś specjalnego zaproszenia?- zmierzyła mnie wzrokiem... chciałam jej odpowiedzieć, ale w głębi duszy wiedziałam, że to i tak nic nie da, a poza tym byłam zbyt zmęczona na kłótnie.
Wyszłam z pokoju, tuż za mną szła blondynka, która pokazywała mi drogę pchając mnie co chwilę,a każdy kolejny krok sprawiał mi niewyobrażalny ból. Zawsze sobie wyobrażałam, że mieszkania do których trafiają uprowadzeni ludzie są zniszczone, brudne i zaniedbane, ale to miejsce jest zupełne inne. Prędzej powiedziałabym, że mieszka tu jakiś milioner. Wystrój całego mieszkania opierał się na białych i czarnych barwach oraz dodatkach w tym samym kolorze. Było tu pięknie, lecz surowo. Zabawne, ale ten opis skojarzył mi się z moja matką.
Ciągle schodziłyśmy schodami w dół i w dół. Ile schodów może być w jednym budynku?!
Gdy minęłyśmy pierwsze piętro białe ściany zaczęły zmieniać się czarne, a cały urok zgasł. Tak właśnie wyobrażałam sobie miejsca gdzie uprowadzają ludzi. Nagle zrobiło się strasznie zimno. Panowała tu kompletna ciemność, a mimo to blondynka poruszała się po tych korytarzach jakby znała je na pamięć. Zatrzymała się przy ogromnych mahoniowych drzwiach, które kompletnie odbiegały od mrocznych, zakurzonych korytarzy. Wyglądało to dość zabawnie, jakby ktoś wkleił je tutaj z innej bajki. Blondynka popchnęła ogromną płytę, po czym wepchnęła mnie do środka... samą. Trzask drzwi sprawił, że przeszły mnie jeszcze większe dreszcze. Stałam w jakimś... biurze? Pomieszczenie było strasznie ciemne, oświetlał je jedynie płomień z kominka umieszczonego na przeciwko mnie. Wszędzie było pełno... broni. Nie zauważyłam jej wcześniej! Całe ściany były pokryte pistoletami, karabinami i innymi zmyślnymi urządzeniami do torturowania i zabijania. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy. To pomieszczenie to tykająca bomba.
- I jak ci się podoba?- o mało co nie dostałam zawału, słysząc głos chłopaka. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak siedzi sobie z nagami położonymi na biurku oraz rękoma podtrzymującymi kark.
-Usiądź.- rzucił ostro, poprawiając swoją pozycję na fotelu. Domyśliłam się, że chodzi mu o małą zieloną, sofę stojącą koło kominka, bo nic innego nie nadawało się by na tym usiąść.
-Chcesz się czegoś napić?- spytał, wstając od biurka i sięgając po szklane naczynie stojące na stoliku przede mną. Pokiwałam przecząco głową.
-Nie jesteś zbyt rozmowna.- przewrócił oczami.- Jessabelle Kate Roe- wypowiedział na głos, jakbym sama nie wiedziała jak się nazywam. Ale moment... skąd on wie?
-W sumie, to jesteście podobne.- odparł z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. Podobne? O kogo mu chodzi?!
-Rozumiem, że chodzi o pieniądze- rzuciłam pewnie. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze!
- Materialistka z ciebie. W życiu nie zawsze chodzi o pieniądze, o wiele częściej chodzi o emocje. W tej grze nie chodzi o pieniądze.- westchnął, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech..
- Nie mam zamiaru bawić się w jakieś durne gierki. - powoli wstałam z kanapy
-Doprawdy?- Był coraz bliżej.- Świetnie wyglądasz w mojej koszulce- mruknął. Z każdym jego kolejnym krokiem cofałam się do tyłu, aż w końcu zatrzymała mnie zimna powierzchnia, która zablokowała mi możliwość ucieczki. Głupia ściana!- Killer!-krzyknął, a już po chwili do pomieszczenia wszedł, wysoki, umięśniony czarnoskóry mężczyzna, ubrany w zwykły biały t-shirt i czarne spodnie, do których przymocowaną miał broń.
- Jessie poznaj Killer'a. W sumie to wczoraj mieliście przyjemność się już spotkać, kiedy to bardzo go zraniłaś.- Ja? Szczerze, ten cały Killer nie wyglądał na facet, który poczułby nawet najsilniejsze uderzenie od kogoś takiego jak ja, co ja mówię, on by nawet nie poczuł uderzenia samochodem. To po prostu jego wyrośnięte ego... nie potrafił przyjąć do świadomości faktu, że uderzyła go dziewczyna i dlatego mi oddał. Próbowałam sama sobie wytłumaczyć zachowanie chłopaka.
- Oddaj broń.- Zayn wyciągnął dłoń. Killer, czy jak on się tam nazywa, nawet nie zdążył ruszyć ręką, bo brunet uderzył go pięścią w twarz, w efekcie czego ten upadł na ziemię. Z szeroko otwartymi oczami przyglądałam się całej tej sytuacji. Przyłożyłam dłoń do ust, próbując stłumić krzyk, gdy zauważyłam zakrwawioną twarz chłopaka.
- Powiedziałem, że jeśli spadnie jej włos z głowy to cię zabije.- Zayn nachylił się do zakrwawionego "przyjaciela" i przyłożył mały, czarny pistolet do jego skroni. Skąd on wziął tą broń?!
Wszystko działo się tak szybko. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się klęcząc przy Killerze.
- Nie zabijaj go, proszę.-rzuciłam błagalnie.
Nie znałam go, ale nie wybaczyłabym sobie, gdyby zginął przeze mnie.
-A co, chcesz to zrobić za mnie? Proszę bardzo- wyciągnął broń w moją stronę.
-Nie rób mu krzywdy.- pisnęłam
-Kotku, nie róbmy z tego dramatu.- spojrzał na mnie z politowaniem.
Dramatu? Ale to właśnie jest pieprzony dramat!
Spojrzałam w oczy czarnoskórego chłopaka, emanował z nich strach, ale w znacznej mierze obojętność... ja jednak widziałam w nich ciepło. Może jestem wariatką, ale ja na serio nie wiedziałam co się dzieje.
-Nie rób tego.- o mało co nie zalałam się łzami. Nie wiedziałam do czego zdolny jest Zayn, ale nie chciałam żeby ktokolwiek ucierpiał.
- Masz szczęście, dzisiaj mam dzień dobroci dla zwierząt, ale następnym razem zrobię wszystko byś wąchał kwiatki od spodu.- Brunet z impetem rzucił Killer'a na podłogę. - Wyjdź stąd.
Nawet nie wiem kiedy chłopak opuścił pomieszczenie.
Cała drżałam, adrenalina pulsowała w moich żyłach, a ja czułam się jakbym zaraz miała zwymiotować.
-Wypuść mnie.-podniosłam wzrok na chłopaka, który już stał przy mnie. Zayn powoli nachylił się i szepnął mi wprost do ucha:
- Prędzej czy później sama będziesz błagała by tu zostać.
-Chyba w twoich snach.- warknęłam, odpychając chłopaka. To nie był dobry pomysł, co można było stwierdzić po minie chłopaka. Z impetem przycisnął mnie do ściany i nagle wszystkie, dosłownie wszystkie mięśnie mojego ciała zaczęły mnie boleć. Adrenalina nadal buzowała w moim organizmie, a paraliżujący mnie strach hamował moje ruchy. Byłam za bardzo przerażona by się poruszyć.
-To moja gra i moje zasady, zrozumiano?- spytał, prawie krzycząc mi do ucha- Patrz na mnie, gdy do ciebie mówię.-złapał mój podbródek i podniósł tak, że moje oczy znajdowały się idealnie na przeciwko jego. Podobno to właśnie z oczu można wyczytać najwięcej, ale nie z jego. Jego są puste, obojętne, nie wyrażają żadnej emocji...no chyba, ze złość...w nich nie potrafiłam dostrzec ciepła, takiego jak u Killer'a...
- W każdej chwili mogę znieść zakaz dotykania ciebie.- Jaki znowu zakaz?!- W końcu jest tu trochę mężczyzn niech sobie poużywają.- zmierzył mnie wzrokiem. Zamknęłam oczy i modliłam się, żeby to wszystko się skończyło.
-Wyjdź.- rzucił, odsuwając się ode mnie i zostawiając całą w rozsypce emocjonalnej. Odetchnęłam z ulgą i prawie biegłam w kierunku wyjścia.
-I jak tam?- przywitała mnie blondynka. Stała tu przez cały czas?
Wracając na górę, próbowałam poukładać sobie wszystko w głowie, ale na próżno. Miałam tam kompletny mętlik.
-W szafce nocnej, w ostatniej szufladzie masz piżamy. Wiesz już gdzie jest łazienka.- rzuciła dziewczyna, gdy z powrotem znalazłyśmy się w tym samym pokoju co wcześniej.
Nie odpowiedziałam. Nie miałam siły. Czułam się jak pionek w jakieś popapranej grze. Chciałam żeby ten koszmar się skończył. Bezwładnie usiadłam na łóżku.
-Jestem Naomi.- blondynka, podeszła do mnie. Powoli podniosłam wzrok i zobaczyłam w jej oczach współczucie. Coś nowego. - Dam ci dobrą małą radę, nie staraj się wygrać, wystarczy, że grasz według jego zasad, go i tak nie pokonasz.- I co to miały niby znaczyć? -Dobranoc.- rzuciła kierując się w stronę drzwi.
-On nie chce okupu, prawda? . Jest kryminalistą, zrobię wszystko by trafił za kratki, czyli tam gdzie jego miejsce! - krzyknęłam, a dziewczyna zatrzymała się, trzymając klamkę w dłoni.
-Zayn jest potworem. - odwróciła się w moją stronę. To mnie pocieszyłaś dziewczyno!- Ale ty tego nie zrobisz.
-Niby dlaczego?- posłałam jej pytające spojrzenie.
- Pomimo, że jest potworem ma coś w sobie, coś co nie pozwala ci o nim zapomnieć, coś co sprawia, że nie potrafisz przestać o nim myśleć, aż w końcu się w nim zakochujesz i właśnie dlatego tego nie zrobisz, prędzej czy później i ty wpadniesz- słowa dziewczyny o mało nie wbiły mnie w materac.- Nawet nie wiesz do czego on jest zdolny. To dopiero początek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz